Kiedy postawisz dziecku szczerbatą drabinę, ono, nieświadome trudności, spróbuje wejść, Nieźle się przy tym napoci i pokaleczy. Potem zacznie się złościć i płakać z bezradności. Wreszcie przynosisz młotek i gwoździe. Kilkoma zręcznymi ruchami (bo potrafisz!) naprawiasz drabinę. Dzieciak chciałby też wbić gwóźdź. – Nie, mówisz ze spokojem, najpierw naucz się bezpiecznie wchodzić i schodzić.

Już tak mamy. Bardziej użalamy się nad zawodowymi obibokami („Daj pani na bułeczkę, bo głodny jestem”), a nie doceniamy tych, którzy wstają skoro świt za 2 tysiące miesięcznie (o ile spełni kilka niezbędnych warunków), abyśmy rano znaleźli na półce świeże bułki i masełko.

Na fejsbuku można dołączyć do grupy pracowników sklepu- sprzedawców, kasjerów i czasami klientów. Znaleźć tam można wpisy ludzi sfrustrowanych, zmęczonych, często poniżanych. Klient: – Nie będę kłaniać się w pas kasjerce! Kasjerka: – Klienci składają skargi na pracowników sklepu. Czy ktoś wie, gdzie można złożyć skargę na klientów?

Dziewczynki z zapałkami.

-Kiedy temperatura w sklepie spadła poniżej 16 stopni, to trzeba było kombinować jak się ubrać. Trzy długie rękawy, obowiązkowo rajstopy pod spodnie. Te warstwy ubrań strasznie krępowały ruchy. A klienci narzekali: -Jak wy tu macie zzzimno. Szybko załatwiali sprawunki i jeszcze szybciej wychodzili

Najgorzej było przechodzić obok lustra weneckiego. Świadomość, że za szklaną taflą było cieplutko, rodziło irytację. Tam ogrzewał się dział marketingu. Od kilku dni nikt nie wyściubił nosa z biura. Jak coś chcieli- pisali maila. Czasami kilkakrotnie, bo załoga sklepu nie odpowiadała natychmiast. Czułyśmy się jak dziewczynki z zapałkami. Tak jak w bajce Andersena.

Diamentowe stawki

Pracodawcy narzekają- brakuje ludzi do pracy. Dobrze płacimy, ale chętnych nie ma. Taka oto oferta-około 225 godzin pracy, umowa o pracę. Tak zwana dobra płaca wynosiła … 2 tysiące! Na rękę! Jak to wyliczyli- podstawa 2250 brutto + premia za nadgodziny (nadgodzin ze 65, nie licząc czasu na sprzątanie i składaniu towaru do lodówek po zamknięciu). Czyli niecałe 9 złotych za godzinę pracy. Czyż to nie diamentowa stawka?

Pracodawca też człowiek

-Proszę pani, taki jeden z drugim przychodzi kilka dni, potem nie przychodzi wcale. Kamień w wodę. Jak mam komuś takiemu ufać? Albo się umawia i nie przyjeżdża. Albo kradnie. Strach kogoś zatrudnić. Trzeba na ręce patrzeć. Ja bym dał więcej, ale nie mam skąd. Podatki, zusy to zżera dochody. A pracownik chciałby zarobić dużo, ale mało robić. No takie to czasy przyszły. Jakbym miał, to bym dał. Ale nie mam, dlatego dużo muszę robić sam.

Ksiądz wini pana, a pan księdza

Kim lepiej być –pracownikiem budżetówki za dwa tysiące na rękę, z wolną sobotą i niedzielą, z trzynastą pensja? Czy sprzedawcą, też za dwa tysiące (o ile wyrobi cel i nie będzie na zwolnieniu), pracą w weekendy i do 23?

Skarży się kasjerka, że kolano zbiła, na zwolnienie musi iść. Chodzić nie może, a tym bardziej stać na kasie. Kierownik wściekły, bo w niedziele inwentaryzacja, rąk do pracy brakuje. Dziewczynę zostawia z poczuciem winy. W budżetówce nie ma problemu – masz zwolnienie, opiekę na dziecko, to tak musi być. Nikt nie ma pretensji i żalów. Robota nie zając. Wrócisz, swoje nadrobisz. 

Prestiż zawodowy do poprawy

Cały szkopuł w tym, że nie doceniamy pracy ludzi najniższego szczebla. Ochroniarz to ciec, kasjerki, ekspedientki, sprzątacze, obsługa w fast foodach – nieuki.  I tu nie chodzi o to, żeby dociekać, dlaczego ta pani nie ma wykształcenia, a ten pan potrafi tylko pilnować.

Katarzyna Miller w jednym z wywiadów powiedziała, że my bardzo lubimy dowartościować się w oczach innych poprzez poniżanie. Czyli wychodzi na to, że czujemy się lepsi wobec pewnej grupy ludzi i musimy, to przy okazji wypróbować. Łatwo poniżyć grupę zawodową, której brakuje pewnych kompetencji. Nie odpyskują, bo klient nasz pan. I jak klient się poskarży, to straci premie. A stracić stówkę przy tak niskiej pensji-rozpacz!

Dobre praktyki

Trzeba pochwalić Lidl. Za kampanię w mediach, za dowartościowanie pracownika, za porządne uniformy, sprzęt do komunikacji (przynajmniej nikt się nie drze na cały sklep). Całość jest tak opakowana, że pod skóra czujesz, że pracownik Lidla też człowiek- ma rodzinę, przyjaciół, pasję. Jest podobny do nas. A jak podobny, to można się komunikować na zupełnie innym poziomie (wszak lubimy podobnych do siebie). Nie wiem czy jest tak, jak deklarują. Chciałam sprawdzić osobiście, ale w już na pierwszym etapie rekrutacji odrzucili mnie.

Niedawno znalazłam ofertę pracy pewnego hipermarketu. Im dłużej czytałam, więcej watpliwosci czy aby chodziło właśnie o tego pracodawcę. Bo większość to były obietnice. Pytałam ludzi, czy od mojego odejścia nastąpiły diametralne zmiany. –No co ty, jest gorzej niż było.  

Plantacja buraków pod scisłą kontrolą

Aby burak wyrósł na dorodny okaz, musi dojść do tzw. przerywki- w punktowym wysiewie zostawia się tylko jedną roślinę, tę w najlepszej kondycji. Potem trzeba podlewać, wyrywać chwasty, nawozić, spulchniać glebę.

Podobnie z ludźmi. Dorośli też potrzebują wsparcia, szacunku, zrozumienia. Nikt nie karze kłaniać się w pas kasjerom, sprzątaczom, pracownikom baru. Wystarczy proste dzień dobry ( na forach pracownicy sklepów, kawiarni często żalą się, że klienci wchodzą jak do obory). Z kolei pracownicy muszą mieć świadomość, że to co dla nich oczywiste, dla klienta wcale takie nie musi być (klient zapytał czy ten ogórek jest polski. A to była cukinia, co rozweseliło załogę. W skrócie-głupek się nie zna).

Co zatem zrobić?

Kierownik dyskontu zwierzyła się, że ciągle próbuje nauczyć niektórych pracowników jak zarządzać swoim czasem. -Stawiają paletę przy magazynie, a potem biegają z naręczem jogurtów na drugi koniec sklepu. Na koniec pracy jest umordowany, a reszta towaru czeka na wyłożenie. Ale z czasem “łapią” o co mi chodzi.