Ostatnio przeglądam oferty pracy. Niektórzy rekruterzy potrafią pięknie napisać ofertę. Aż się serce rwie żeby natychmiast odpowiedzieć: weźcie mnie! To nic, że potem trochę omija się z prawdą (niestety, aplikujący też nie mówią wszystkiego).

A czasami w ofercie wątłe dwa zdania przyjmę do pracy. Nic nie wiesz. Jawność zarobków nie jest zbyt często praktykowana. Szkoda, bo taka informacja pomaga w rozważaniach czy warto pomęczyć się kilka miesięcy. Kiedy oferuje się najniższą krajową na sam początek, a potem po okresie próbnym pojawia się obietnica podwyżki, jest to jakaś zachęta. Byleby wywiązać się z obietnic finansowych.

Miałam okazje być na jednej takiej rozmowie. Piękny lokal, szef konkretny, sympatyczny. Mniej sympatyczna była propozycja – dziesięć złotych na godzinę. Podwyżka może za rok, ale to zależy od wielu czynników. Przede wszystkim jak się spodobasz i będziesz robić co karzą, to jest szansa na dłuższe zatrudnienie. Praca wymagała manualnych zdolności, ale tylko odtwarzać, żadnych artystycznych uniesień! Praca zmianowa, pełna dyspozycyjność.  

Jedentysiącsześćset złotych wpłynęłoby na konto co miesiąc.

Według Marka Szymaniaka, autora książki Urobieni. Reportaż o pracy, co dziewiąty zatrudniony należy do grupy tzw. biednych pracujących.Ponad półtora miliona ludzi, zarabia zbyt mało, aby zaspokoić inne niż podstawowe potrzeby. Nie pomagają nawet nadgodziny. Zbyt niska stawka. Na tle innych państw wyglądamy marnie. Szymaniak policzył. I tak: Polska 10,8 %, Czechy 3,8%, Finlandia 3,1%.

 Na internetowych forach społecznościowych znajdziemy mnóstwo dobrych rad w temacie zmiany pracy i godnych zarobków. Najczęściej internauci pouczają- trzeba się było uczyć!

W takiej sytuacji, kiedy ktoś zarabia zbyt mało i pracuje zbyt długo nie ma takiej możliwości, aby podwyższy kwalifikacje. Prędzej umrze na suchoty albo z głodu.

Opowiadała mi znajoma jak to pewnego dnia poszła ze znajomym profesorem na kawę. Znaleźli dogodne miejsce (to był czas jeszcze przed 500+). Rozmawiali o tym i owym, kulturalnie i światowo.

-Ja pan myśli, dlaczego tak mało ludzi korzysta z kultury?

– Proszę panią, odpowiedź jest prosta: bieda siedzi w domu!

Urzędnik państwowy zarabia ponad sześćdziesiąt tysięcy miesięcznie. Pracownik niskiego szczebla- tysiąc sześćset z hakiem. Urzędnik zarabia prawie czterdzieści razy więcej! Za prąd, wodę, gaz płacą tak samo. 

Najśmieszniejsze jest to, że jak szykują się podwyżki najniższej krajowej, to politycy niczym wieszczki zapowiadają kataklizm w postaci zapaści gospodarczej.

Jeden z bohaterów wspomnianej książki powiedział, że taka wypłata to nic innego jak jałmużna. Żyje się po prostu biednie, a myśli krążą tylko wokół jednego pytania – jak przeżyć?

Pani Alicja prowadzi osiedlowy sklep spożywczo-przemysłowy. Często sama stoi za ladą. Twierdzi, że nie ma chętnych do pracy, bo ludzie biorą pięćset plus i zasiłki, to się im nie opłaca wstawać wcześnie rano. Każdemu, kto przychodzi mówi, że może zaproponować tylko najniższą krajową. Więcej nie ma. Podatki, zusy, rachunki, towar. Wszystko kosztuje.

Pan Alicja jest przekonana, że jak ktoś potrzebuje pieniędzy, to na taką stawkę się zgodzi. 

Politycy obiecali „tanie państwo”. I dotrzymali obietnicy.