mural z Kermitem

Obser­wa­cje dzi­kich zwie­rząt w mie­ście dostar­czyły mnó­stwo dowo­dów na to, że życie w spe­cy­ficz­nym kli­ma­cie i w pobliżu człowieka, wymu­sza na zwierzętach mnó­stwo bio­lo­gicz­nych zmian.

Na przy­kład mody­fi­ka­cji ule­gły pta­sie skrzy­dła. Jest ona ści­śle zwią­zana z jego try­bem życia– dłu­gie, pro­ste skrzy­dła umożliwiają latać wysoko i szybko, zaś skrzy­dła krót­kie i zaokrą­glone pozwa­lają robić szyb­kie uniki i nagłe zwroty. Chroni to ptaki przed dra­pież­ni­kami i miej­skimi autami.

Idą tam, gdzie najłatwiej zdobyć pożywienie

Pol­ski orni­to­log i eko­log mia­sta, prof. Luniak poli­czył, że tylko w cen­trum War­szawy ulo­ko­wało się ponad 60 tys. par popu­lar­nych miej­skich pta­ków m.in. wró­bli, srok, siko­rek, szpa­ków i gołębi. Łatwy dostęp do pokarmu i tzw. wyspy cie­pła, stwa­rzają pra­wie ide­alne warunki do zamiesz­ka­nia. Nie prze­raża je natłok, bo żyw­no­ści jest pod dostat­kiem. Na arte.pl można obej­rzeć doku­ment o niedź­wie­dziach, które cał­kiem swo­bod­nie i nader czę­sto nacho­dzą miesz­kań­ców jednego ze stanów USA. Dla nie­któ­rych nie sta­nowi to żad­nego pro­blemu, bo wizyty zwie­rząt spo­wszech­niały.

Historia liska gapy

W Muzeum Histo­rii Natu­ral­nej w Rot­ter­da­mie stoi wypchany lis. Nie­świa­domy miej­skich zagro­żeń rudzie­lec pewnego dnia wpadł pod koła samo­chodu. Pra­cow­nicy muzeum mieli oka­zję prze­ko­nać się, co kryje zawar­tość żołądka miej­skiego liska. W żołądku zna­le­ziono całkiem niezłe menu: nie­wiel­kiego kró­lika, kebab, owoce dzi­kiej róży oraz wiśnie w gęstym syro­pie.

Komary–wampiry

Wia­domo, że do roz­mna­ża­nia komary potrze­bują krwi i zbior­ni­ków wod–nych. W chi­ca­gow­skim i lon­dyń­skim metrze komary wolą tra­dy­cyj­nie kraść ludzką krew. I to przez cały rok, ponieważ pomieszczenie jest na tyle cie­płe, że nie muszą prze­cho­dzić w stan hiber­na­cji. Jaja skła­dają w zala­nych smarami komo­rach i szy­bach metra.

Pomysłowe czarnowrony

W poło­wie lat sie­dem­dzie­sią­tych, w japoń­skim mie­ście Sen­dai, zaob­ser­wo­wano nie­zwy­kłą zarad­ność miej­sco­wych czar­now­ron. Praw­do­po­dob­nie zupeł­nie przy­pad­kiem odkryły, że do łupa­nia twar­dych orze­chów mogą wyko­rzy­stać wolno sunące samo­chody, obsłu­gi­wane przez kur­san­tów nauki jazdy. Czar­now­rony podrzu­cały orze­chy pod koła pojaz­dów i cier­pli­wie cze­kały na roz­łu­pa­nie. Co śmiel­sze ptaki poja­wiały się w ruchliw­szych miej­scach mia­sta. Jeden z bada­czy opo­wia­dał, jak na własne oczy widział czar­now­ronę, która wymu­szała na kie­row­cach gwał­towne hamo­wa­nie, rzu­ca­jąc pod koła orze­chy do łupa­nia.

wrona w miejskiej dżungli też jakoś musi sobie radzić
No tak. Jakoś trzeba sobie radzić z tymi orzechami.

Miejscy bohaterzy

Zanim zwierzęta nauczyły się bez­piecz­niej funk­cjo­no­wać w miej­skich warun­kach, musiały poświe­cić nie­jedno życie pobratymca. W latach sie­dem­dzie­sią­tych w Nebra­sce na stałe zamiesz­kał kojot. W krót­kim cza­sie zaczęło przy­by­wać ich wię­cej. Nau­czyły się żyć wśród ludzi, bo zagro­że­nie było dużo mniej­sze, ani­żeli w warun­kach natu­ral­nych. Kojoty musiały nawet nauczyć się bez­piecz­nie prze­cho­dzić przez ulicę.  

W przy­padku pary­skich gołębi dowie­dziono, że gołę­bie o ciem­niej­szych pió—­rach łatwiej radzą sobie z tok­sycz­nym cyn­kiem dachów mia­sta. Mela­nina zawarta w pió­rach skrzy­deł oczysz­cza orga­nizm z metali cięż­kich, a do tego gołębie są mniej widoczne przez drapieżników.

rybki, mural
Wszędzie damy sobie radę

Na mokra­dłach od Flo­rydy aż po Nową Szko­cję wystę­puje niewielka rybka fun­du­lus. Pławi się ona w naj­bar­dziej zanie­czysz­czo­nych por­tach, w najbardziej paskud­nych ście­kach. I mutuje. Sze­reg badań wyka­zało, że ta rybka tole­ruje silne stę­że­nie orga­nicz­nych związ­ków che­micz­nych pcb (pcb to poli­chlo­ro­wane bife­nyle, które w śro­do­wi­sku ule­gają bar­dzo wol­nemu roz­kła­dowi i są sil­nie rako­twór­cze).

Kolejny miej­ski boha­ter- krę­pak nabrzo­zak (rodzaj ćmy). Na prze­ło­mie osiem­na­stego i dzie­więt­na­stego wieku uprzemysłowiony Man­che­ster sys­te­ma­tycz­nie zanieczyszczał środowisko siarką i związ­kami lot­nymi. Krę­pak, dotych­czas o bia­łym genie, w wyniku osmo­le­nia brzóz sys­te­ma­tycz­nie dosto­so­wy­wał się kolo­rem do brud­nych pni drzewa.

I co teraz?

W hor­ro­rach i w apo­ka­lip­tycz­nych fil­mach, reży­se­rzy ule­gają fan­ta­zji i wymy­ślają zmu­to­wane, prze­rażające wyglą­dem zwie­rzęta. Legendy mie­skie wspo­mi­nają o wpusz­czo­nych w kanał zwie­rzętach i ich prze­rażającym wyglą­dzie.

A tymczasem zwie­rzęta (i rośliny), aby prze­trwać, muszą ewa­lu­ować. Żywe orga­nizmy o cechach gorzej dopa­so­wa­nych praw­do­po­dob­nie znikną z powierzchni ziemi. Mamy jesz­cze tro­chę czasu, żeby się nimi nacie­szyć.

                                                                                               

Korzystałam z:

M. Schilthuizen „Ewolucja w wielkiej dżungli”

zdjęcia:.Pixabay Jana V.M oraz shinhwate