napierajacy tlum ludzi

Żyjemy w czasach, kiedy każdy chciałby posiadać hacjendę gdzieś na wsi. A nawet zamieszkać tam na stałe.

W jakimś programie reporterów pokazano szczęśliwą rodzinę z racji posiadania działki rekreacyjnej. Kobieta, która oprowadzała dziennikarzy potwierdziła, że tak dużego popytu na kawałek zieleni dawno nie było. A najlepsze jest to, że zainteresowani kupują jak leci, cena nie gra roli.

Środkowy palec

W czasach pandemii celebryci, znajomi znajomych i ich znajomi  udostępniali zdjęcia z miejsc, gdzie pod dostatkiem mieli słońca, powietrza, grilla i świętego spokoju, a wokół żadnych ludzi.

Jednym słowem: żyć, a nie zarażać (się)!

Niektórym trudno było sobie wyobrazić kwarantannę w ciasnym mieszkaniu, z balkonem „żygownikiem.”

Moja znajoma powiedziała, że gdyby tak miała przez tyle czasu siedzieć ze swoim mężem w takim mieszkaniu, to papiery rozwodowe byłby już podpisane.

Sama wygoda

Statystycznie więcej ludzi żyje w mieście. Nowy York pęka w szwach, ale to Nowy York, każdy chciałby tam być. Może nie w czasach Covid, ale jak już bedzie spokojnie, to każdy. Każdy.

Zazwyczaj mówi się, że w mieście więcej możliwości– więcej pracy, atrakcji, więcej wszystkiego najlepszego.

  – Wyemigrowałam do miasta –zwierza się Anna– Na wsi nie było nic dla mnie. Ani mieszkania, ani pracy. Przyszły maż pracował już  w mieście, mieszkał w hotelu. Jak się pobraliśmy, musieliśmy coś wynająć. Przyznam, niezbyt często jeździłam w rodzinne strony, bo taka podróż wiązała się z kosztami. Uważano nas za bogaczy. Kiedyś ktoś z rodziny powiedział wprost, że mieszkanie w mieście to sama wygoda – po pracy odpoczynek, w weekend odpoczynek. Nie to co oni na wsi–na okrągło robota w polu, albo w obejściu. Co miałam tłumaczyć, że po pracy biegiem do przedszkola, świetlicy, a potem lekcje, obiad, sprzątanie i pranie.

To tak wyglądał mój codzienny relaks. A na atrakcje po prostu nie było nas stać.

 I się posypało

Miejsc pracy ostatnio ubyło. Jakiś ekspert powiedział wprost: „Praca stanie się przywilejem”.  Mówi się o 10% bezrobociu. W sumie jeszcze trudno podliczyć. Niektóre firmy czekają na pomoc finansową i na razie trzymają ludzi w niepewności. Ogólnie niektórym zabrano z wypłaty całkiem sporo. Niektórzy nawet nie zauważyli kilku złotych mniej.

A niektórym nie zabrano nic, bo jeszcze przed pandemią zarabiali tak mało, że nie było z czego zabrać (chociaż szef straszył, że i tak zabierze).

Magiczne słowo: kryzys

Wszystko wskazuje na to, że „śmieciówki” już nie będą tak drażnić jak kiedyś.

 –W czasach, kiedy o pracę trudniej, trzeba siedzieć cicho i nie narzekać–stwierdziła moja znajoma, pracownica produkcji.

– Moja firma akurat „zakwitła”, więc więcej u nas nowych pracowników. Powiedziano nam, że podwyżek nie będzie, bo przecież kryzys. Chociaż i tak pracujemy za najniższą ustawową. Zbieramy godziny, żeby zarobić. Dwieście godzin to minimum. Najczęściej trzysta.

A potem dostaniemy PIT, a na nim 12 tysięcy dochodu rocznego…

Znowu rodzina będzie się ze mnie śmiać, że obibok jestem.

Co zrobić, biednemu zawsze wiatr w oczy…

zdjęcia: emoro/Pixabay, tuendeBende/Pixabay