mural-dziewczynka się boi

Są historie, z pozoru nieprawdopodobne i absurdalne, których nie możemy zapomnieć.

Bezustannie zadajemy sobie pytanie: a co, jeżeli to prawda? Przecież w każdej historii ziarno prawdy. Gdyby coś nie było na rzeczy, to nikt by o tym nie wspominał.

Legendy miejskie rozchodzą się jak świeże bułki. Zazwyczaj przekazywane były w kręgu znajomych jako ciekawostki, opowiastki trzymające w napięciu. Z pomocą mediów pączkują jak drożdże. Mają niesamowitą moc działania na wyobraźnię –prowokują do komentarzy i przekazywania opowiastki dalej. Z życia wzięte historie mogą wszak dotyczyć każdego i każdemu mogą się przytrafić.

Jedną z pierwszych wstrząsających legend była opowieść o czarnej wołdze. Wtedy, jako przestraszone dzieci, szczególnie zwracaliśmy uwagę na czarne samochody. Bo według opowieści czarne wołgi porywały dzieci na narządy i dla krwi. Ciał dzieci oczywiście nigdy nie znaleziono. Opowiadano też o Żydach- sklepikarzach. Każdy z nich posiadał specjalną klapę przy samej ladzie. Klapa otwierała się za pomocą ręcznej dźwigni. Dziecko wpadało do piwnicy, a tam już wysysano krew, by ją użyć do jakiegoś żydowskiego rytuału, Jakiego, nikt nie wie.

Dzieci jako główne ofiary

Kilkanaście lat temu ostrzegano przed porywaniem dzieci w marketach. Dla kogoś, kto miał male dzieci, z pewnością była to ważna informacja. Historia brzmiała mniej więcej tak– podczas zakupów w markecie dziecko nagle znikało. Ochrona sklepu z zaangażowaniem zaczyna poszukiwania. Wreszcie znajduje dziecko w toalecie w zmienionym ubraniu i ze ściętymi włosami. Winą obarczano pedofilów i narkomanów.

Jak tylko historia o czarnej wołdze się znudziła, to pojawiali się bandyci. Porywali dzieci i wycinali im nerki. Odstawiali żywe. Być może ci sami czyhali na dziewczyny w dyskotekach. Dosypywali do drinków środki usypiające, by potem taką położyć na ławce w parku z zaszytym brzuchem.

O wychowaniu też można wymyślić opowiastkę

Historie ośmieszające tzw. bezstresowe wychowanie, przede wszystkim występują w komunikacji miejskiej. Wyjątkowo niegrzeczne dziecko kopie matkę, przykleja gumę do żucia babci na czole (tylko kobietom zdarzają się takie historie). I wtedy pojawia się pasażer–bohater (zawsze mężczyzna), uciera nosa matce czy babci, stawia rozkapryszonego dzieciaka do pionu, przy ogólnym zadowoleniu zmęczonych pasażerów.

W głównej roli zwierzęta

Zwierzęta także mają swoje legendy. Jeszcze niedawno po Polsce przeszła wieść o pytonie tygrysim. Media donosiły o znalezionej wylince przy samej Wiśle. Ktoś go widział, komuś się wydawało, że widział. Rzekomo węża znaleziono. Fundacja zajęła się jego leczeniem. Nawet zdjęcia były.

I kolejna legenda o wężu. Pewna kobieta miała nietypowego pupila– węża. Od jakiegoś czasu była zaniepokojona stanem zdrowia gada–prawie nic nie jadł. Jak się potem okazało, pupil robił miejsce w brzuszku. Miał zamiar połknąć ją w całości.

Szczury też należą do ulubionych bohaterów miejskich legend. I tak: zmutowane szczury w podziemiach miasta, szczury wielkości dużego kota, szczury wyskakujące z klozetu, szczury atakujące dzieci w wózkach. Ponoć istnieją tacy, co to klapy od sedesu dociskają czymś ciężkim, w obawie przed szczurami. Być może to też miejska historia…

I wreszcie samo życie

W dzień ślubu, w tajemniczych okolicznościach, umiera panna młoda. Okazuje się, że suknia ślubna była nasączona trupim jadem. Wcześniej miała ją na sobie jakaś nieboszczka.

Tak jak o Żydach, tak też opowiadano niesamowite historie o Świadkach Jewhowy. Rzekomo należeli do społeczności, która uprawiała rytualny seks- ludzie zbierali się w jednym pomieszczeniu, a po wyłączeniu światła seks uprawiano każdy z każdym.

O wielkich wygranych w totolotka i rytuałach z tym związanych buduje się historie, zwłaszcza z użyciem tych miejsc, gdzie padła wielka wygrana. Zwycięzca za każdym razem obstawiał te same numery. I to była najlepsza strategia, bo wygrał.

Trochę więcej absurdu

O przekłuwanych prezerwatywach przez panie–dewotki z kiosku z gazetami, ponownie usłyszałam całkiem niedawno. Kolega opowiadał o tym, jako historii prawdziwej. Panie po prostu brały igłę i przekłuwały opakowania z prezerwatywami. Dlatego nie kupowało się „gumek” w kiosku.

Zawsze śmieszyła mnie opowieść o wycieczce z pegieeru. Otóż grupa ludzi z ze wsi bardzo spóźniła się na spektakl. Kiedy szukali siedzących miejsc, akurat ze sceny padły słowa ze sztuki: „Skąd przybywacie biedni rycerze”?. Na to jeden z wycieczki odpowiadał: „Z pegieeru”. I podawał nazwę miejscowości.

Na sam koniec legenda prawdziwa

Była legenda miejska, która naprawdę sie wydarzyła. Jest to opowieść o Józefie Tkaczuku. Profesor Burszta, antropolog, znał Tkaczuka. Pan Józef pracował w szkole podstawowej na Saskiej Kępie. Akurat tam uczęszczały do szkoły dzieci antropologa. Józef Tkaczuk był woźnym i nocnym stróżem. Należał do osób zdyscyplinowanych i tego samego wymagał od uczniów. Ganiał ich miotłą albo zaprowadzał na dywanik do dyrektorki. Dlatego dzieci tak bardzo go nie lubiły. W akcie zemsty i bezradności zaczęły wypisywać jego nazwisko na ścianach, jako ostrzeżenie dla innych. Z czasem Józef Tkaczuk stał się sloganem, kandydatem na prezydenta, człowiekiem o tysiącu twarzy. Jego imię i nazwisko widział ktoś w Nowym Yorku i Egipcie.

Niektóre miejskie legendy stały się inspiracją dla świata horrorów. Słyszałam, że gdyby nie miejskie historyjki, to Stephen King nie zostałby pisarzem, ale nudnym nauczycielem w wyliniałej marynarce.