Mieszkam w miasteczku, które nie ma nawet centralnego miejsca. To znaczy jest, ale zostało sztucznie stworzone dla miejskich potrzeb, czyli dla narodowych świąt, apeli, odznaczeń zasłużonych, spotkań ku czci itd.  

Ogólnie żyje się dobrze.

 Do Trójmiasta można dojechać komuniakcją miejską. Do ZUSu i „Skarbówki” również. Urząd Miasta niedaleko, dyskontów trochę już jest. Urzqd Pracy w mieście powiatowym, zresztą nie ma tam po co jechać, bo pracę trzeba samemu znaleźć. Kilka restauracji, jakaś kawiarnia, park dla piwoszy i spragnionych widoku rzeki. 

Ogólnie żyje się dobrze. 

Nie wiem jak się żyje zwierzętom w moim mieście. Gołębie koczują na dachach bloków. Czasami muszą uciekać, bo ich miejsce zajmują rybitwy i mewy. Jaskółek też jest sporo. Wieczorem latają jakby się szaleju nażarły.

Najciekawsze jednak są kruki. Zawsze latają w parach. Ich przerażliwe kra kra może niejednego wystraszyć. Legendy mówią, że te czarne ptaki zwiastują wszelkie nieszczęścia. 

 „I krakanie kruka może być złą wróżbą, jeśli tylko tego chcesz”.

Kruki potrafią być okrutne i wspaniałomyślne. Mają wyjątkowo duże mózgi w stosunku do masy ciała. Obdarzone niezwykłą inteligencją i złożoną osobowością, nieźle radzą sobie w miejskim świecie. Zupełnie tak jak my, ludzie miasta